• Wpisów: 628
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 14:40
  • Licznik odwiedzin: 15 520 / 859 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
smiriam
 
Kurcząc się w fotelu, wiercąc i kręcąc szukając najlepszego ułożenia dla mało wysportowanego ciałka, próbuję przyswoić wiedzę na prezentację, którą przyjdzie mi prowadzić za godzinę. Żeby nie było wstydu jak u apostoła prawdy wszelakiej Antoniego M. Oby koleżanka zdążyła sprawdzić, czy prezentacja nam pójdzie.

Boli mnie całe ciało, co świadczy tylko o moim zastaniu. Obawiam się, że skończy się jak zwykle- do weekendu ostro, w sobotę i niedzielę totalny luz, a w kolejny poniedziałek myśl: mmmmm za chwilę, za pięć minut, a to już północ? druga?! idę spać. JUTRO. Słowo klucz odciągające nas od marzeń.

M.
 

smiriam
 
Brzuszki, ciąg dalszy nastąpił.
Boli jak diabli. Czyli coś tam jeszcze pracuje.

M.
  • awatar .Kia.: matko, a ja codziennie sobie obicuję, że od jutra zacznę. Sflaczałam kompletnie :) Podziwiam za wytrwałość :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

smiriam
 
Gdzieś tam kątem oka oglądam mecz. Staram się zrestartować, bo dziś czeka mnie sporo pracy. Jakoś mi nie idzie. Po wczorajszych ćwiczeniach dziś na wykładzie zaczął mnie boleć brzuch. Ucieszyłam się, bo skoro boli, znaczy, że mięśnie pracowały.
Ogarnięcie dzisiejszych obowiązków widzę w ciemnych barwach. Skupię się pewnie koło północy, żeby o drugiej uznać, iż pora spać. Ot, cała ja.
A z drugiej strony może sama siebie zaskoczę i napiszę wyjątkowo dużo i wyjątkowo dobrze.

Na razie skupię swe spojrzenie na tv, może wygramy:)

M.
 

smiriam
 
Moje Kochanie od kilku dni ćwiczy. Nie szkodzi, że chudy (choć sam uparcie twierdzi, że szczupły!)- chce na nowo wypracować rzeźbę na brzuchu. Więc stwierdziłam: a też spróbuję, we dwójkę raźniej ćwiczyć, poza tym motywacja i tak dalej...
Moje ćwiczenia na mięśnie brzucha zakończyły się bólem wszystkich mięśni, poza tymi na brzuchu. Może ich nie mam? Nie wiem.
Rozgrzewka wywołała ból ramion, rąk (pompki w moim wykonaniu śmieszą bardziej niż niejedna noc kabaretowa), nogi w wyniku przysiadów i rozciągania drżą niemiłosiernie. Po serii ćwiczeń (na brzuch!) nawala mnie kark, plecy wołają o pomstę do nieba, a szyja wydaje się napięta jak nigdy.

Bosko...
Na pocieszenie wrzucam notatkę dopisaną pod konspektem pracy licencjackiej: przepisać uwagi z kartki, zastosować, napisać, obronić, upić się.

M.
 

smiriam
 
Dziś na zajęciach słyszałam od znajomych: ale zimno! i szum ubieranych kurtek. Ja w podkoszulku i żakiecie wypaliłam: tu to bym mogła w samej bieliźnie siedzieć!
W waszych komentarzach padło pytanie, gdzie mieszkam. Mieszkam praktycznie w centrum Krakowa. Jednak nie jest to ani blok, ani kamienica, tylko około 100 letni dom, w którym jest kilka mieszkań. Jest podpiwniczony, nieizolowany, jakimś starym tynkiem izolowany. Jeśli nie mielibyśmy mało atrakcyjnych dywanów, to od podłogi ciągnęłoby takie zimno, że stopy by mi przymarzły. Parkiet jest piękny, ale niestety nie daje ciepła. Okna były wymienione w listopadzie, kiedy jeszcze było w miarę ciepło.
Westchnęłam głęboko. Para jakbym paliła. Świetnie...
Mam nadzieję, że wytrzymamy tę zimę. Nie mam teraz siły, ani czasu, ani chęci na przeprowadzkę. Mam nadzieję, że prognozy o mrozach jak rok temu są przesadzone.

Oby tylko w sesji nie doszło do jakiegoś załamania pogody...

Zaraz wracam do pisania... Herbata z cytryną i imbirem grzeje:)

M.
 

smiriam
 
Zaraz będę szykować się do wyjścia z mieszkania. Stopy, mimo opatulenia przez skarpetki, szlafrok i koc zdają się odmarzać. W łazience, nawet w ciągu dnia widać mi parę wylatującą z ust. Grzejnik zaraz powinien się włączyć, bo działa tylko na tanim prądzie.

Zwykle biegam do łazienki średnio raz, dwa razy na godzinę. Teraz fizjologia ze względu na Syberię panującą w łazience jest oszukiwana. Pranie ledwo schnie, a ja ciągle się łudzę, że jakoś tę zimę przetrzymamy.

I żeby jeszcze chociaż na uczelni ciepło było- a tu dupa! Budynek nowoczesny, klima, szklane windy, marmury, a że trzeba oszczędzać, to ogrzewanie ledwo zipie. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś na całe popołudnie z laptopem i pracowała w cieple, ale nie znam kawiarni w Krakowie, która dysponuje tak wielkimi stołami, żebym moje notatki, gazety, kserówki i książki mogła w spokoju porozrzucać.

M.
  • awatar PtasiaŻona: Dzizas to gdzie Ty mieszkasz, że taki ziąb?? U mnie dzisiaj 8 stopni :P - na dworze.
  • awatar Jakubie!: Na wydziale polecam trzecie piętro i małe korytarze, tam jest ciepło.
  • awatar .Kia.: u mnie też ciepło dzisiaj. Ty faktycznie chyba na Syberii żyjesz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

smiriam
 
Szał twórczy, pierwsza część planu spełniona, 2 strony są.
Czy będzie więcej, czy pokona mnie tęsknota do oglądania zniszczonego życiem, ale jakże seksownego Duchovnego w najnowszym Californication?
Na te i inne pytania smiriam nie zna jeszcze odpowiedzi.

M.
 

smiriam
 
Dziś mogłabym napisać esej pod tytułem: jak z rozpaczą w oczach i nicością w działaniu przyglądam się upływowi czasu nie robiąc z tym kompletnie nic.
Jednak i do tego pewnie nie będę mieć weny. Mam nadzieję, że dziś napiszę chociaż 2 strony. Albo 8.
Zimno w Krakowie, w mieszkaniu ciepła nie ma... Już nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu i będę siedzieć tylko w jeansach i podkoszulku. A tutaj? rajstopy, getry, ciepłe skarpeciory, podkoszulek, sweter, bluza i szlafrok.
LOL. Jest popołudnie, najgorzej będzie między 19 a północą.

Oglądając "dlaczego ja?" śmiejemy się w najlepsze, padło hasło kryzysu wieku średniego. Kuba: Ja nie będę miał kryzysu wieku średniego.
Ja: No nie... ciągle masz.
Kuba dowalił kilkusekundowego focha, ale już mu przechodzi.

Kolejny dzień pod tytułem: I need a power to do anything.

M.
 

smiriam
 
Właściwie to przestaję martwić się tym, że z każdą minutą ucieka mi czas do nauki czy pisania pracy.
Z każdą minutą zbliżam się do kolejnego dnia. Każdy kolejny dzień zbliża mnie do lutego. Z początkiem lutego będę w szponach diabelskiego wytworu, jakim jest sesja. Później przerwa, jakiś śmiszny dzień zakochanych, kiedy to modne jest wyznawanie sobie miłości (jakby na co dzień nie można było), pewnie premiery gównianych komedii w kinach i promocje na sushi dla falen in laf.
Po tych całych walentynkach przerwa posesyjna zwana sesją poprawkową (a tfu tfu tfu), zacznie się marzec. W marcu pewnie skupię się na pisaniu licencjatu, żeby mieć co poprawiać, jak już nastąpi kwiecień. W międzyczasie trochę uaktywnię się w różnych akcjach, konkursach i eventach tworzonych przez koło naukowe, w którym jestem. Z nadejściem kwietnia może (błagam!) przyjdzie ciepło, przestanę marznąć w mieszkaniu, spędzę więcej czasu z najbliższymi, a później, do maja przeleci. W maju na pewno będzie się działo coś zaskakującego, potem czerwiec, sesja, obrona i ...
I nie wiem co dalej, ale już ja wymyślę sobie taki plan na przyszłość, że przebiję pomysłowością najlepszych amerykańskich scenarzystów.

Amen(t)

M.
  • awatar Diebora: Oj jak dobrze, że słowo 'sesja' już mnie nijak nie dotyczy...narazie :-) Powodzenia Maleńka :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›